— Tak, lecz jeśli pan, jak przypuszczam, wybierze chwilę, w której morze opada, zostawiając odsłoniętą podstawę Iglicy, polowanie będzie publiczne, bo wobec całej zgrai rybaków i rybaczek, zbierających małże i krewetki na sąsiednich skałach.

— Właśnie dlatego wybiorę chwilę, w której morze będzie pełne.

— W takim razie on umknie barką.

— A ponieważ będę tam miał cały tuzin barek rybackich, z których każdą będzie prowadził jeden z mych ludzi, przyłapiemy go.

— Jeśli nie przemknie się pomiędzy pańskimi dwunastoma barkami jak ryba między sieciami.

— No dobrze. W takim razie zatopię go.

— Do kroćset! Więc będzie pan miał armaty?

— Ależ tak. Jest teraz w Hawrze torpedowiec. Na mój telegram znajdzie się o wyznaczonej godzinie w pobliżu Iglicy.

— To dopiero Lupin będzie dumny! Torpedowiec!... Ale widzę, pan wszystko przewidział. Pozostaje tylko wyruszyć. Kiedy przypuszczamy szturm?

— Jutro.