— Psiakrr... — zaklął Ganimard, idący na czele, przystanąwszy nagle, jakby się na coś natknął.
— Co tam?
— Drzwi.
— Do kroćset — mruknął Beautrelet — i to niełatwe do rozbicia. Po prostu blok żelaza.
— Utknęliśmy — rzekł Ganimard. — Nawet nie ma w nich zamka.
— Właśnie. Ale to właśnie budzi we mnie nadzieję.
— Dlaczegóż to?
-– Drzwi są po to, żeby się otwierały, a jeśli w nich nie ma zamka, to znaczy, że istnieje jakiś tajemny sposób.
— A ponieważ my go nie znamy...
— Zaraz go poznam.