— Perły mojej kolekcji — powiedział Lupin. — To wszystko, co widziałeś dotąd, jest na sprzedaż. Rzeczy przychodzą i odchodzą. To interesy. Tu, w tym sanktuarium, wszystko jest święte. Sam wybór, najlepsze z najlepszych, rzeczy bezcenne. Popatrz, Beautrelet, na te klejnoty, na te chaldejskie amulety, egipskie naszyjniki, celtyckie bransolety, arabskie łańcuszki... Patrz, Beautrelet, na te posążki, na tę grecką Wenerę62, na tego korynckiego Apollina63... Patrz na te figurki z Tanagry64... Wszystkie prawdziwe Tanagry są tutaj. Poza tą gablotką nie ma w świecie żadnej autentycznej Tanagry. Jakaż to rozkosz, móc sobie to powiedzieć! Beautrelet, czy przypominasz sobie rabusiów kościołów na Południu, Thomasa i jego bandę, moich agentów, nawiasem mówiąc? Oto prawdziwy relikwiarz z Ambazac. Mój Beautrelet, czy przypominasz sobie skandal z Luwru, tiarę uznaną za fałszywą, wymyśloną i sfabrykowaną przez współczesnego artystę?... Oto prawdziwa tiara Sajtafernesa65, Beautrelet!... Patrz, patrz dobrze, Beautrelet, oto cud cudów, oto najwyższe arcydzieło, oto myśl Boga, Mona Lisa Leonarda, prawdziwa. Na kolana, Beautrelet, masz przed sobą objawienie kobiety!
Nastąpiło długie milczenie. Na dole uderzenia zbliżały się. Od Ganimarda oddzielało ich co najwyżej dwoje, troje drzwi. Na pełnym morzu widać było czarny grzbiet torpedowca i pływające barki.
Młodzieniec zapytał:
— A skarb?
— Ach, kochany, to to cię najwięcej interesuje? Wszystkie te arcydzieła sztuki ludzkiej uważasz za niegodne ciekawości w porównaniu ze skarbem... A cały tłum będzie taki sam jak ty!... Dalejże, niech ci się stanie zadość.
Tupnął gwałtownie nogą, przechylając w ten sposób jeden z krążków tworzących parkiet. Podniósł go niczym wieko pudełka i odsłonił rodzaj okrągłej kadzi wydrążonej w litej skale. Była pusta.
Trochę dalej powtórzył tę samą czynność. Ukazała się druga kadź, również pusta.
Jeszcze trzy razy uczynił to samo. Trzy dalsze kadzie były puste.
— Hę! — kpił Lupin. — Jaki zawód! Za Ludwika Jedenastego66, za Henryka Czwartego, za Richelieu67 tych pięć kadzi musiało być pełnych. Ale pomyśl o Ludwiku Czternastym, o szaleństwach Wersalu, o wojnach, o wielkich nieszczęściach królestwa! I pomyśl o Ludwiku Piętnastym, królu utracjuszu, o pani Pompadour68, o du Barry69! Ile w tamtych czasach musieli stąd czerpać! Jak musieli tu drzeć pazurami! I widzisz, pustka...
Zatrzymał się.