— Tak, Beautrelet, jest jeszcze coś... szósty schowek! Nietknięty... Nikt z nich nie śmiał stąd nic ruszyć. Był to ostatni ratunek... resztki skarbu na czarną godzinę. Patrz, Beautrelet.

Nachylił się i podniósł pokrywę. W kadzi znajdował się żelazny kuferek. Lupin wyjął z kieszeni jakiś skomplikowany kluczyk i otworzył.

Olśnienie! Wszystkie drogocenne kamienie zajaśniały, rozgorzały wszelkie barwy, lazury szafirów, ognie rubinów, zieleń szmaragdów, słońca topazów.

— Patrz, no patrz, mały. Pochłonęli wszystkie pieniądze ze złota, wszystkie pieniądze ze srebra, wszystkie talary, wszystkie dukaty i dublony, lecz kuferek z klejnotami został nietknięty. Oglądnij oprawy. Są ze wszystkich epok, wszystkich wieków i wszystkich krajów. Są tu posągi królowych. Każda wniosła swą część, Małgorzata Szkocka i Karolina Sabaudzka, Maria Angielska i Katarzyna Medycejska, i wszystkie arcyksiężniczki austriackie, Eleonora, Elżbieta, Maria Teresa, Maria Antonina... Spójrz na te perły, Beautrelet, i na te diamenty! Te ogromne diamenty! Każdy z nich godzien królowej! Regent70 francuski nie jest piękniejszy!

Wstał i podniósł rękę jak do przysięgi:

— Beautrelet, powiesz całemu światu, że Lupin nie wziął ani jednego kamienia z królewskiego kuferka, ani jednego, przysięgam na honor! Nie miałem do tego prawa. To był majątek Francji.

Na dole Ganimard przyspieszał. Z odgłosu uderzeń łatwo można było wywnioskować, że wyważono przedostatnie drzwi, te, które prowadziły do sali bibelotów.

— Zostawmy ten kuferek otwarty — rzekł Lupin — i wszystkie te puste kadzie, wszystkie te małe, puste groby...

Obszedł całą salkę, obejrzał niektóre gablotki, przystanął przed niektórymi obrazami i przechadzając się, powiedział w zamyśleniu:

— Jak smutno opuszczać to wszystko! Jakże to rozdziera serce! Spędziłem tu swoje najpiękniejsze godziny, sam, przed tymi przedmiotami, które kocham... Moje oczy już ich nigdy nie zobaczą, nie dotkną ich nigdy moje ręce.