Na jego ściągniętej twarzy malowała się taka boleść, że Beautrelet poczuł litość. Ból musiał u tego człowieka przybierać większe rozmiary niż u innych, tak samo jak radość, duma lub upokorzenie.
Stanąwszy blisko okna, wyciągnął palec w stronę horyzontu i rzekł:
— A co jeszcze smutniejsze, to to, że muszę to wszystko porzucić. Czy to nie piękne? Bezmiar morza... niebo... na prawo i na lewo wybrzeża Etretat z trzema bramami, bramą Amont, bramą Aval, Manneporte... tyloma łukami tryumfalnymi dla władcy... A władcą byłem ja. Król awantury. Król Wydrążonej Iglicy. Królestwo osobliwe i nadprzyrodzone. Od Cezara do Lupina... Cóż za przeznaczenie.
Wybuchnął śmiechem.
— Król wróżek, czemu nie? Powiedzmy to od razu, król Yvelot. Cóż za blaga. Król świata, tak to prawda. Z tego cypla Iglicy panowałem nad całym światem. Trzymałem go w szponach jak swój łup. Podnieś tiarę Sajtafernesa, Beautrelet... Widzisz ten podwójny aparat telefoniczny... Na prawo to połączenie z Paryżem, linia specjalna. Na lewo to połączenie z Londynem, linia specjalna. Przez Londyn mam Amerykę, Azję, Australię! We wszystkich tych częściach świata mam biura, agentów, pośredników, to przemysł międzynarodowy. To jest wielki handel sztuką i starożytnościami, jarmark świata. Ach, Beautrelet, bywają chwile, w których moja potęga wywołuje zawrót w mojej głowie. Bywam pijany siłą i władzą...
Dolne drzwi ustąpiły. Słychać było, jak Ganimard i jego ludzie biegają i szukają...
Po chwili Lupin zaczął mówić dalej przyciszonym głosem:
— I oto wszystko się skończyło... Przyszła pewna dziewczynka, która ma jasne włosy, piękne, smutne oczy i szlachetną duszę, tak, szlachetną duszę... I oto koniec... ja sam burzę ten ogromny gmach... Wszystko wydaje mi się głupie i dziecinne... jedynie jej włosy coś warte... jej smutne oczy... i jej szlachetna duszyczka...
Ludzie Ganimarda weszli na schody. Rozległ się cios w ostatnie drzwi...
Lupin ścisnął gwałtownie ramię Beautreleta.