— Lecz co by powiedział, gdyby pan wydał sprawiedliwości Arsène’a Lupin?

— Ba! Jest czas na wszystko. W najbliższe ferie...

— Zielonych Świąt?

— Tak. Pojadę w sobotę szóstego czerwca najbliższym pociągiem.

— I w sobotę wieczór Arsène Lupin zostanie ujęty.

— Da mi pan czas do niedzieli? — zapytał, śmiejąc się Beautrelet.

— Po co to opóźnienie? — odparł dziennikarz tonem zupełnie poważnym.

To niewytłumaczalne zaufanie, zrodzone od wczoraj, a już tak silne, odczuwali w stosunku do młodego człowieka wszyscy, chociaż w istocie rzeczy wydarzenia usprawiedliwiały je tylko do pewnego stopnia. Mniejsza o to! Wierzono. Wszystko wydawało się dla niego łatwe. Oczekiwano od niego tego, czego by można było oczekiwać co najwyżej od jakiegoś fenomenu jasnowidztwa i intuicji, doświadczenia i zdolności. Data 6 czerwca przewijała się przez wszystkie gazety. Beautrelet wsiądzie 6 czerwca do pociągu pospiesznego jadącego do Dieppe, a wieczorem Arsène Lupin zostanie aresztowany.

— Chyba że do tego czasu stamtąd umknie — przeciwstawiali się ostatni stronnicy awanturnika.

— To niemożliwe! Wszystkie wyjścia są strzeżone.