— Dalibóg, nie, panie sędzio śledczy.
— Gdzież on może być, do diabła? Nie widziano go cały dzień.
Nagle przyszła mu do głowy jakaś myśl. Przekazał swoją teczkę pisarzowi, obiegł zamek i ruszył w stronę ruin.
W pobliżu wielkiej arkady, na ziemi usłanej sosnowymi szpilkami, twarzą w dół, z ręką podłożoną pod głowę, leżał Izydor. Zdawał się drzemać.
— Ejże, co pan robi, młody człowieku? Śpi pan?
— Nie śpię. Rozmyślam.
— Od rana?
— Od rana.
— Dobrze jest rozmyślać! Ale trzeba naprzód obejrzeć. Trzeba badać fakty, szukać poszlak, ustalać punkty wyjścia. Dopiero potem, przez rozmyślanie, porządkuje się to wszystko i odkrywa prawdę.
— Tak, wiem... to zwykła metoda... bez wątpienia dobra. Ale ja mam inną... Najpierw się zastanawiam, staram się przede wszystkim znaleźć, że się tak wyrażę, ogólny pomysł na sprawę. Potem wyobrażam sobie rozsądną i logiczną hipotezę zgodną z tą główną myślą. A potem dopiero sprawdzam, czy fakty pasują do mojej hipotezy.