— Dziwna metoda! I piekielnie skomplikowana.
— Metoda pewna, panie Filleul, podczas gdy pańska nie jest pewna.
— Ależ przecież fakty są faktami.
— Wobec byle jakich przeciwników, tak. Ale jeśli nieprzyjaciel jest sprytny, fakty bywają takie, jakie on wybierze. Te wspaniałe poszlaki, na których pan opiera swoje śledztwo, mógł swobodnie ułożyć po swojej myśli. I o ile chodzi o takiego człowieka jak Lupin, widzi pan, dokąd to może doprowadzić, do jakich błędów i głupstw! Sam Herlock Sholmes wpadł w pułapkę.
— Arsène Lupin nie żyje.
— Zgoda. Lecz zostaje jego banda, a uczniowie takiego mistrza są sami mistrzami.
Pan Filleul ujął Izydora za ramię i rzekł, prowadząc go:
— Słowa, młody człowieku. Oto, co jest ważniejsze. Niech pan dobrze posłucha. Ganimard, zatrzymany na razie w Paryżu, przybędzie dopiero za kilka dni. Z drugiej strony hrabia de Gesvres telegrafował do Herlocka Sholmesa, który przyrzekł swój przyjazd na przyszły tydzień. Młody człowieku, czy nie sądzi pan, że przyniosłoby to trochę sławy, gdyby powiedzieć tym dwóm znakomitościom w dniu ich przybycia: „Bardzo nam przykro, drodzy panowie, ale nie mogliśmy dłużej czekać. Sprawa już skończona”?
Nie można było bardziej otwarcie wyznać swojej bezsilności. Beautrelet powstrzymał uśmiech i udając, że dał się zwieść, odrzekł:
— Przyznam się panu, panie sędzio śledczy, że jeśli od razu nie byłem obecny przy pańskim śledztwie, to tylko dlatego, że miałem nadzieję, iż mi pan zechce powiedzieć o swoich rezultatach. Więc cóż panu wiadomo?