To hrabia de Gesvres nadszedł i wyciągnął rewolwer.
Beautrelet wybuchnął śmiechem.
— Niechże pan do nich strzela, panie hrabio... Niech pan do nich strzela... jak na jarmarku... Dalej... w tego człowieka, co trzyma głowę w dłoniach...
Święty Jan podskoczył w górę.
— Ach! — zawołał hrabia, mierząc w niego z rewolweru. — Taka profanacja takich arcydzieł!
— Tandeta, panie hrabio!
— Co? Co pan mówi? — zawołał pan Filleul, usiłując rozbroić hrabiego de Gesvres.
— Tandeta! — powtarzał Beautrelet. — Masa papierowa!
— Ach!... Czyż to możliwe?...
— Pianka! Pustka, nic!