W tej chwili Beautreletowi przerwano. To pisarz Brédoux otworzył nagle drzwi i oznajmił, ze przybył naczelny prokurator.

Pan Filleul wstał.

— Coś nowego? Czy pan prokurator naczelny jest na dole?

— Nie, panie sędzio śledczy. Pan prokurator naczelny nie wysiadł z powozu. Przejeżdża tylko przez Ambrumésy i prosi, żeby pan był łaskaw zobaczyć się z nim przed bramą. Ma panu powiedzieć tylko słówko.

— To dziwne — mruczał pan Filleul. — Cóż... zobaczymy. Panie Beautrelet, przepraszam, idę i zaraz wrócę.

I wyszedł. Słychać było, jak się oddalał. Wówczas pisarz Brédoux zamknął drzwi, obrócił klucz i włożył go do kieszeni.

— O, cóż to? — zawołał zdumiony Beautrelet. — Co pan robi? Po co nas pan zamyka?

— Czy nie będzie nam lepiej rozmawiać? — odparł Brédoux.

Beautrelet rzucił się ku drugim drzwiom, które wiodły do sąsiedniego pokoju. Zrozumiał. Wspólnikiem był Brédoux, pisarz sędziego śledczego!

Brédoux szydził: