— Dla mnie nie istnieją drzwi, przecież pan wie. Potrzebowałem pańskiego mieszkania i wszedłem.

— Do usług. Czy mam pana opuścić?

— O bynajmniej, nie będzie pan wcale zbyteczny. Mogę panu nawet powiedzieć, że wieczór będzie zajmujący.

— Czy pan kogoś oczekuje?

— Tak, wyznaczyłem tutaj spotkanie na dziesiątą...

Wyjął zegarek.

— Dziesiąta. Jeśli telegram doszedł, to ten człowiek się nie spóźni...

Odezwał się dzwonek w przedpokoju.

— Co powiedziałem? Nie, niech się pan nie trudzi... Pójdę sam.

Z kim, do diabła, mógł się umówić? I jakiej sceny, dramatycznej czy komicznej, mam zostać świadkiem? Skoro sam Lupin uważa ją za interesującą, sytuacja musiała być cokolwiek wyjątkowa.