Spójrz na mnie... Ty ją kochasz, ponieważ tak kłamiesz...
LANCEOR
Nie, nie kocham nikogo, a ciebie mniej niż kogokolwiek...
JOYZELLA
Lanceorze, cóż zrobiłam?... Może bezwiednie...
LANCEOR
Nic, to nie to... Ale ja nie jestem tym, którym wierzyłaś, że jestem, i nie chcę nim być... Jestem podobny do wszystkich: chcę, abyś o tym wiedziała i abyś się pocieszyła... i niechaj wszystkie moje przysięgi rozwieją się na wietrze nowego marzenia, jak ten zeschły liść, który kruszę w dłoni... Ach, miłość kobiety!... Tym gorzej dla nich... Żyć będę jak inni w świecie bez wiary, gdzie się nikt nie kocha i gdzie wszystkie przysięgi ustępują przed pierwszą próbą... Ach, ty płaczesz... Tak, to było potrzebne, czekałem na to... Jesteś twarda, ja to wiem, i łzy twoje są rzadkie... Liczę je kropla po kropli... Tyś mnie nie kochała. Miłość, co tak się zjawia, na pierwsze zawołanie, nie jest tą miłością, na której można trwałe szczęście zbudować... W każdym razie nie jest tą, której oczekiwałem. A potem jeszcze łzy... zbyt późno popłynęły... Tyś mnie nie kochała, i ja cię nie kochałem... Inna by mi powiedziała... Inna by odgadła... Ale ty nie, nie, idź... Idźże sobie, powiadam!
JOYZELLA
oddala się w milczeniu, łkając. Zrobiwszy kilka kroków, odwraca się, waha, smutnie patrzy na Lanceora i znika, wołając cichym głosem:
Kocham cię!...