przed zwierciadłem

Kim ja jestem? W ciągu paru godzin postarzałem się o lat trzydzieści... Trucizna robi swoje i ból podobnie... Z przerażeniem patrzę w zwierciadło, w którym widzę resztki samego siebie... A jednak ono nie kłamie.

idzie do innego lustra

Bo oto drugie zwierciadło, które mówi mi to samo... Chyba że wszystkie kłamią, jak wszystko mi się zdaje kłamać i igrać ze mną na tej nadzwyczajnej wyspie.

dotyka swojej twarzy

Niestety, one mają słuszność... Zmarszczki, które śledzi moja dłoń, nie są wytworem złośliwości kryształu. To moje własne ciało... A te plamy okropne, których zetrzeć nie można, czuję w dotknięciu palców... Ramiona się przygarbiły, nie wznoszą się prosto do góry; włosy przygasły jak blady popiół, który opuściły płomienie; nawet oczy, moje oczy ledwie same się rozpoznają... Otwierały się, uśmiechały, pozdrawiały życie... Teraz migoczą, a ich spojrzenia unikają mnie jak spojrzenia łotra... Nic mi nie pozostało z tego, czym byłem; rodzona matka by mnie nie poznała... Dosyć tego...

spuszczając zasłonę wysokiego okna

Ukryjmy się — i niechaj noc czarna osłoni to wszystko...

kładzie się na sofie w ciemnym kącie pokoju

Poddaję się, przyznaję... Uczyniłem, czego nigdy miłość przebaczyć nie może... Tracę życie, jak utraciłem Joyzellę... Już mnie ona nie zobaczy ani ja nie zobaczę jej więcej...