Drzwi się otwierają, wchodzi Joyzella.

JOYZELLA

zdziwiona mrokiem, przez chwilę zatrzymuje się na progu. Po czym rzuciwszy okiem dokoła izby, spostrzega Lanceora leżącego w kącie i rzuca się ku niemu z otwartymi ramionami.

Lanceorze! Te trzy dni ubiegłe przeżyłam jak obłąkana. Szukałam cię wszędzie. Stałam koło wieży. Brama była zamknięta, okna również. Pełzałam na progu, aby uchwycić twój cień, wołałam, krzyczałam, nikt mi nie odpowiadał... Ach, jakże ty jesteś blady, wychudły... Mówię ci słowa, a nie myślę... Daj mi swe ręce...

LANCEOR

Czy mnie poznajesz?...

JOYZELLA

Dlaczego nie?

LANCEOR

Ale czy nie jestem?... Czy jestem jeszcze sobą samym?... O, spójrz na mnie... Jakie ślady ze mnie pozostały!...