Ariella mówiła prawdę. Dość jednego ruchu, abym cofnął wstecz godziny i dni i tak się wyzwolił od przeraźliwego końca, który los mi przygotowuje... Tak, ale ten ruch niweczy tego, którego kocham bardziej niż samego siebie, tego, którego lata wybrały dla miłości, jakiej ja oczekiwałem... Ach, gdy się tak trzyma w ręku szczęście własne i szczęście drugiego człowieka! kiedy trzeba zdeptać jedno, aby drugie żyć mogło, wtedy się czuje, jak głębokie korzenie wiążą nas z tą ziemią, na której cierpimy, wtedy to życie wydaje okrzyk nadludzki, donośnie upominając się o swoje prawa... Ale wtedy należy też słuchać drugiego głosu, co w nas przemawia, a który nie mówi nam nic pewnego i nic wyraźnego, w którym nie ma żadnej obietnicy, a który jest tylko szmerem cichym, świętszym niżeli te bezładne wrzaski życia... Lanceorze i Joyzello, kochajcie się, kochajcie mnie, bo ja was kochałem... Słaby jestem i kruchy, i stworzony dla szczęścia tak jak inni ludzie, i nie bez oporu zrzekam się swego działu... Kochajcie się, moje dzieci, jak słucham cichego szmeru głosu, który nie ma mi nic do powiedzenia, ale który sam tylko ma słuszność.
Klęka przed Joyzellą i całuje ją w czoło.
JOYZELLA
budząc się
Lanceorze!...
MERLIN
Tak, to ja... Noc mnie tu ściągnęła do ciebie... Budzę cię nowym pocałunkiem, abyś na nowo znalazła...
JOYZELLA
podnosząc się gwałtownie i patrząc nań z przerażeniem
Kim jesteś?