podnosi głowę

Ach, czy to jego oczy, czy też moje oczy tak się mroczą... Nie, to niemożliwe... Nie, nie, ja nie chcę... Otworzę te usta...

dotyka swymi ustami ust Lanceora

Lanceorze, Lanceorze! Cały ogień mego życia wejdzie do twojego serca... Nie lękaj się, nie lękaj! To płomień, co zbawia, to życiodawcze życie... Wdechnij je całkowicie aż do ostatniej treści tego oddechu, co ciebie kocha... Chciałabym własną duszę zatracić, aby wymienić nasze dwa żywoty... Przelewam na ciebie moje siły, moje godziny, moje lata... Oto je masz, oto one! Uczyń tylko gest, otwórz usta... To musi być... Musi być możliwe takie wskrzeszenie tych, których kochamy więcej niż siebie... Ponieważ oddaje się im wszystko, oni muszą przyjąć...

podnosi głowę, by spojrzeć na Lanceora

Upada!... Oddala się!...

półobłąkana, chwyta go znów w objęcia

Na pomoc!... To za wiele!... Na pomoc! Przybywajcie!... Ach, nie, ja wiem dobrze, wiem, wiem — to nie ona! Ona nie przychodzi, gdy miłość jej tak grozi!... Nie, nie, ja się nie lękam niczego, nie, nie, ja nie chcę... Ale wołam pomocy, ratunku! Nie mogę być sama, nie mogę walczyć sama przeciw wszystkim potęgom nadchodzącej Śmierci! Jeżeli nikt nie przyjdzie, ona zwycięży! Pomocy, wołam!... Musi ktoś przyjść na pomoc!... Życie musi mi pomóc, bo ja już nie mogę, nie mogę i... upadniemy.

Upada we łzach na martwe ciało Lanceora. Wchodzi Merlin.

MERLIN