Tysiąc ubolewań

Quimper1 odnalazłem, gdzie pierwsze lat mych piętnaście spędzałem,

A nie odnalazłem mych łez.

Ongi, gdy podchodziłem ku przedmieściom ubogim i białym,

Płakałem, że aż mgłą zachodziły drzewa.

Tym razem wszystko jest szpetne, drzewa chude i karłowate zielenie,

Cudzoziemcem wchodzę pomiędzy kamienie,

Przyjaciele moi z Paryża, których kocham, którym podziękę oddaję

Za umiejętność pisania książek, niszczą gaje,

Gdzie indziej, z dala od świerków chudych, unosząc myśl moją smutną