Korotkow cofnął się, wyciągnął rękę i żałośliwie rzekł do granatowego:
— Patrzcie, patrzcie, wylazł ze stołu. Cóż to takiego?...
— Naturalnie, wylazł — odpowiedział granatowy — nie leżeć żeż mu cały dzień. Pora już. Czas. Chronometraż.
— Lecz jak? Jak? — zadzwonił Korotkow.
— Ach ty, Boże — wybuchnął granatowy — nie zatrzymujcie, towarzyszu.
Głowa brunetki wynurzyła się przez drzwi i krzyknęła z podnieceniem i radośnie:
— Już posłałam dokumenty jego do Połtawy. I ja z nim jadę. Mam ciotkę w Połtawie pod 43 stopniem szerokości i 5 długości.
— No i cudownie — odpowiedział blondyn — a to sprzykrzyła mi się już ta fujarka.
— Ja nie chcę! — zawołał Korotkow, błądząc wzrokiem — ona będzie mi się oddawać, a ja tego znosić nie mogę. Nie chcę! Zwróćcie dokumenty. Święte nazwisko moje. Przywróćcie!
— Towarzyszu, to w oddziale zawierających związki małżeńskie — zapiszczał sekretarz — my nic nie możemy poradzić.