— Oto, młody człowieku — z gorzkim uśmiechem rzekł dobry i uniżony Dyrkin — oto i nagroda za gorliwość. Nocy nie dosypiasz, nie dojadasz, nie dopijasz, a rezultat zawsze jeden: po mordzie. Być może i wyście po to przyszli? Cóż... Bijcie Dyrkina, bijcie. Morda jego, widocznie, rządowa. Być może, wam ręką boleśnie? Więc wy kandelabr weźcie.

I Dyrkin kusząco wystawił pulchne policzki spoza biurka. Nic nie rozumiejąc, Korotkow, krzywo i wstydliwie uśmiechnął się, wziął kandelabr za nóżkę i z chrzęstem uderzył Dyrkina po głowie świecami. Z nosa tegoż zakapała krew na sukno i krzyknąwszy „na pomoc”, uciekł przez drzwi wewnętrzne.

— Ku-ku! — radośnie krzyknęła kukułka leśna i wyskoczyła z norymberskiego wymalowanego domku na ścianę.

— Ku-klux-klan! — zakrzyczała i zamieniła się w łysą głowę — zapiszemy, jak wy robotników walicie!

Wściekłość ogarnęła Korotkowa. Zamachnął się kandelabrem i uderzył nim zegar. Odpowiedział ten grzmotem i wytryskami złotych strzałek. Kalsoner wyskoczył z zegara, przemienił się w białego koguta z napisem „wychodzący” i przemknął przez drzwi. Natychmiast za drzwiami wewnętrznymi rozległ się wrzask Dyrkina: „chwytaj go, rozbójnika!” i ciężkie kroki ludzi poleciały ze wszystkich stron. Korotkow zawrócił i począł uciekać.

XI. Kino parforce’owe i przepaść

Z platformy grubas wskoczył do kabiny, zarzucił się siatkami i runął w dół, a po olbrzymich, wygryzionych schodach pobiegli w takim porządku: pierwszy czarny cylinder grubasa, za nim — biały wychodzący kogut, za kogutem — kandelabr, który przeleciał o werszok17 nad ostrą białą główką, potem Korotkow, szesnastoletni z rewolwerem w ręku i jeszcze jacyś ludzie, tupiący podkutymi butami. Schody zajęczały brązowym dzwonem i niespokojnie zatrzaskały drzwi na platformach.

Ktoś zwiesił się z górnego piętra w dół i krzyknął przez tubę:

— Jaka sekcja się przeprowadza? Kasę ogniotrwałą zapomnieli!

Głos kobiecy w dole odpowiedział: