— Wyrzucić je precz!...

— Gdzie ja je wyrzucę. Oni przyjdą po nie.

— Oddać je do komitetu domowego. Za pokwitowaniem. Żeby nie było nawet i duchu tych kaloszy! Do komitetu! Niech przyjmą szpiegowskie kalosze.

Maria Stiepanowna, żegnając się, zabrała wspaniale skórzane kalosze i wyniosła je na schody kuchenne. Tam postawiła za drzwiami, a potem schowała kalosze do spiżarki.

— Oddaliście? — szalał Piersikow.

— Oddałam.

— Pokwitowanie mnie.

— Tak, Włodzimierzu Ipatiewiczu. Tylko że przewodniczący pisać nie umie!...

— W tej. Sekundzie. Ażeby. Było. Pokwitowanie. Niech za niego jakikolwiek piśmienny sukinsyn się podpisze.

Maria Stiepanowna tylko pokręciła głową, wyszła i po kwandransie wróciła z pokwitowaniem: