„Otrzymano w darze od prof. Piersikowa 1 (jedną) paczkę. Kolesow”.

— A to co?

— Żeton.

Piersikow żeton podeptał nogami, a pokwitowanie schował pod przycisk. Potem myśl jakaś ogarnęła jego spadziste czoło. Podbiegł do telefonu, wydzwonił Pankrata w instytucie i spytał go: „czy wszystko pomyślnie w instytucie?” Pankrat zaryczał coś takiego przez słuchawkę, z czego można było zrozumieć, że, zdaniem jego, wszystko pomyślnie. Lecz Piersikow uspokoił się tylko na jedną chwilę. Nachmurzony, przyczepił się do telefonu i zaczął mówić do słuchawki co następuje:

— Dajcie mi tą, jak tam, Łubiankę45. Merci46... Komu tam z was należy powiedzieć... do mnie tu jacyś podejrzani osobnicy w kaloszach chodzą, tak... Profesor IV uniwersytetu Piersikow...

Słuchawka naraz ostro przerwała rozmowę. Piersikow odszedł, mrucząc przez zęby jakieś wymysły.

— Będzie pan pić herbatę, Włodzimierzu Ipatiewiczu? — nieśmiało spytała się Maria Stiepanowna, zaglądając do gabinetu.

— Nie będę pić żadnej herbaty... mur-mur-mur, i niech diabli ich wezmą... jakby się wściekli, wszystko jedno.

Punktualnie po dziesięciu minutach profesor przyjmował w swoim gabinecie nowych gości. Jeden z nich przyjemny, okrągły i bardzo grzeczny, był w skromnym, wojskowym khaki47 frenchu i rajtuzach. Na nosie jego siedziały, jak kryształowy motylek, binokle48. W ogóle przypominał aniołka w butach lakierowanych. Drugi, niziutki, strasznie ponury, był po cywilnemu, lecz ubranie cywilne siedziało na nim tak zupełnie, jakby go krępowało. Trzeci gość zachowywał się szczególnie, nie wszedł do gabinetu profesora, a pozostał w na wpół ciemnym przedpokoju. Przy tym oświetlony i zaciągnięty strumieniami dymu tytoniowego gabinet był mu na wskroś widoczny. Na twarzy tego trzeciego, który był również po cywilnemu, widniały ciemne binokle.

Dwaj w gabinecie w zupełności zamęczyli profesora Piersikowa, przyglądając się biletowi wizytowemu, rozpytując o pięć tysięcy i zmuszając do opisywania powierzchowności gościa.