—...A one są jakoś zabłocone...

— Co pan plącze... Jakżeż one mogą być „zabłocone”, jak się pan wyraża? No, rozumie się, być może trochę... pomiot74 przysechł... lub cośkolwiek jeszcze...

— Więc nie myć?...

— Rozumie się, nie potrzeba... Pan co, chce już ładować kamery jajkami?...

— Ładuję. Tak — odpowiedziała słuchawka.

— Hm — mruknął Piersikow.

— Tymczasem — jęknęła słuchawka i umilkła. — „Tymczasem” — z nienawiścią powtórzył Piersikow prywat-docentowi Iwanowowi: jak się panu podoba ten typ, Piotrze Stiepanowiczu?

Iwanow roześmiał się.

— To on? Wyobrażam sobie, co on tam napiecze z tych jajek.

— T... t... t... — przemówił Piersikow nienawistnie: niech pan wyobrazi sobie, Piotrze Stiepanowiczu... no, pięknie... bardzo możebne, że na deuteroplazmę jajek kurzych promień okaże takie same działanie, jak i na plazmę gołych. Bardzo możebne, że kury wyklują się u niego. Lecz przecież ani pan, ani ja, nie możemy powiedzieć, jakie te kury będą... być może te kury diabła będą warte. Być może zdechną po dwóch dniach. Być może jeść ich nie będzie można!... A czyż ja mogę ręczyć, że stać będą na nogach? Być może kości ich będą kruche. — Piersikow zahazardował się i machał dłonią i wyginał palce.