— Zupełna prawda — zgodził się Iwanow.
— Czy pan może zaręczyć, Piotrze Stiepanowiczu, że one dadzą pokolenie?... Być może ten typ wywiedzie specjalne kury. Doprowadzi je do wielkości psa, a potomstwa od nich czekaj aż do końca świata.
— Nie można ręczyć — zgodził się Iwanow.
— I jaka bezceremonialność — podniecał coraz bardziej sam siebie Piersikow: i szybkość jaka!... I, przecież niech pan zauważy, że polecono mi udzielić mu instrukcji. — Piersikow wskazał na papier, dostarczony przez Rokka (przewracał się na stole eksperymentalnym), a jakżeż ja będę udzielać temu nieukowi instrukcji, kiedy sam w tej kwestii nic powiedzieć nie mogę.
— A odmówić nie było można? — spytał Iwanow.
Piersikow zarumienił się, wziął papier i pokazał go Iwanowowi. Ten przeczytał go i ironicznie uśmiechnął się.
— No tak — rzekł wieloznacząco75.
— I, przecież, niech pan zauważy... Ja na swoje zamówienie czekam dwa miesiące, i ani słuchu, ani duchu. A temu momentalnie i jajka przysłali i w ogóle wszelkimi sposobami pomagają.
— Ani diabeł z tego u niego nie wyjdzie, Włodzimierzu Ipatiewiczu. I po prostu skończy się tym, że zwrócą nam nasze kamery.
— I żeby jak najprędzej, a to przecież one moje doświadczenia wstrzymują.