NATALKA
O mój panie, ja nie rozumiem takiego pożegnania.
JULIUSZ
Więc jakże chcesz u stu lichów, żebym się żegnał jeszcze?
NATALKA
Jak? Cóż to, pan nie wiesz, jak się żegnać należy?
JULIUSZ
Ależ żeby mnie diabli wzięli, tak nie wiem, o co ci właściwie idzie.
NATALKA
To ja panu powiem. Siada i patrząc w sufit, swobodnie mówi. Kiedy hrabia Alfons miał się żenić i musiał rozstać się ze mną, dał mi na ukojenie i otarcie łez sześć blatów po tysiąc guldenów każdy i garnitur szmargdowy za 600 florenów w dodatku. Po chwili. Ernest Goltz, bankier, gdyśmy się rozchodzili, był jeszcze hojniejszy, bo mi ofiarował dwadzieścia tysięcy marek i odwiózł mnie własnym kosztem z Berlina do Wiednia. Wstaje. Otóż to tak, mój panie, żegnają się prawdziwi gentelmeni, a nie tak, jak pan postąpiłeś sobie ze mną. Służącej w ten sposób się nie oddala, a nie dopiero mnie. To było niegodziwie, mój panie, nikczemnie.