BAJKOWSKI
w kontuszu, wchodzi zasapany i ociera pot z czoła
A niech licho porwie, co ja miałem kłopotu z tymi Żydami! Siada. Wyobraźcie sobie, ledwie za bramą konie puściły się drobnym kłusem, oni w krzyk, jakby ich kto zarzynał... gewałt!... aj waj!... Konie się spłoszyły, zaczęły ponosić, a moi Żydkowie fajt, fajt na ziemię jeden po drugim, i za żadne skarby świata nie można ich było potem namówić, żeby powtórnie dosiedli konia. Prosiłem, groziłem, beształem, nic nie pomogło.
JULIUSZ
śmiejąc się
No i cóż ostatecznie zrobiłeś?
BAJKOWSKI
Ha, cóż?... Musiałem konie odesłać do stajni, a ich umieściłem w klombie przy bramie i tam będą grać na powitanie księcia.
LECHICKI
Daleko lepiej...