— Byle tylko ich schwytać w porę.

— Nie bójcie się, już moja w tym głowa. Mam ja w policji znajomego inspektora. Sprytna szelma słyszy jak trawa rośnie. Jak on ich weźmie w opiekę, to mu się nie wywiną, i będziemy wiedzieli o wszystkim. Ho, ho! Nie damy oskupać pana Anatola, jak tamtego oskubali. I my coś przy tym zarobimy.

— Ja tam o nagrodę nie stoję.

— A to pytanie, dlaczego by nie? Wam się to słusznie należy, boście wy mi pierwsi oczy otworzyli na to szelmostwo. Podzielimy się, jak Bóg przykazał.

Hulatyński nie sprzeciwiał mu się dłużej, bojąc się, by zbyteczną delikatnością i bezinteresownością nie zdradził się przed służącym — kontent był, że znalazł sobie tak dzielnego sprzymierzeńca, który będzie miał na oku łotrowską spółkę. Mógł teraz być spokojnym o Anatola, że mu się nic złego nie stanie.

VII

Pomoc Franciszka była bardzo na rękę Hulatyńskiemu, tym więcej, że zaszły w tym czasie wypadki, które mu nie pozwoliły przez parę tygodni zajmować się wcale Anatolem, ani Julią i jej mężem, bo miał u siebie w domu dosyć kłopotu i zajęcia — a to z powodu śmierci Tomaszowej.

Raz wieszając bieliznę na strychu, poślizgnęła się na belce i spadła z dość wysoka. Zrazu zdawało się, że to nic, bo oprócz silnego stłuczenia, nie było żadnych widocznych znaków, ale po kilku dniach zaczęła stękać, narzekać na jakieś bóle w krzyżach, pokładać się, a w końcu rozchorowała się na dobre. Kumoszki jej utrzymywały, że sobie coś odbiła w wnętrznościach, i leczyły ją smarowaniami, ziołami i okładami. Nic to nie pomogło; chora sama wiedziała, że z nią coraz gorzej i poprosiła o księdza.

Dzieci poleciła opiece Hulatyńskiego, na jego też ręce złożyła posag dla Maryni i resztę zaoszczędzonych pieniędzy. Oddawała mu ciężko zapracowany grosz z wiarą, że dzieciom krzywdy nie zrobi, że będzie ojcem dla sierot.

Hulatyński nie mógł jej tego odmówić i przyjął opiekę nad dziećmi.