Ale łatwiej było przyrzec niż spełnić. Zakłopotał się niemało, gdy mu przyszło zająć się dziećmi i całym gospodarstwem. Z gospodarstwem poradził sobie jeszcze jako tako, bo przyjął do służby starą kucharkę, która jeść gotowała i domem zarządzała. Ale gorzej szło mu z dziećmi, a właściwie z Marynią, bo Kazik dawał sobie już radę i niewiele potrzebował opieki. Inna rzecz była z małą dziewczyną, która potrzebowała staranniejszego pielęgnowania, o czym nie miał najmniejszego pojęcia, a kucharka także nic nie wiele rozumiała się na tym. Trzeba było w lepsze, stosowniejsze miejsce oddać dziewczynę.

Radzono mu, żeby ją oddał do freblowskiej szkoły33, którą na tej samej ulicy miała jakaś pani czy panna — utrzymująca zarazem kilka dziewczątek na stancji34 i wikcie35.

Hulatyński niezwłocznie poszedł pomówić z tą panią, czyby się nie dało umieścić u niej Maryni, i zgodzić się o cenę w razie, gdyby mu się tam spodobało.

Freblowska szkółka mieściła się o kilka domów od jego pomieszkania, w parterowym budyneczku za sztachetkami w ogródku.

Właścicielki samej nie zastał w domu, ale służąca, która mu furtkę otworzyła, oświadczyła, że wróci za chwilkę z miasta, i poprosiła go do saloniku, którego umeblowanie nader skromne świadczyło o nieświetnym położeniu majątkowym.

Hulatyński, czekając dość długo powrotu pani domu, miał czas rozejrzeć się w mieszkaniu. Zauważył stary klawikordzik, wytarty z politury od starości i ciągłego używania, czarną ceratową kanapkę, duży głęboki fotel przy oknie zaciemnionym fuksjami i geranium, wreszcie stolik nakryty serwetką szydełkowej roboty.

Obejrzawszy te sprzęty, podniósł oczy wyżej i dla skrócenia czasu począł przypatrywać się zegarowi na ścianie, oleodrukom i sztychom.

Naraz zajęła uwagę jego fotografia wisząca nad komodą. Zajęła go do tego stopnia, że nie dowierzając oczom, wstał i poszedł bliżej, aby się lepiej przypatrzyć.

Tak — w istocie to nie było żadne złudzenie. Fotografiia wystawiała jego samego w dawnych czasach, może o dziesięć lat wstecz, a chociaż spłowiała już była od słońca i starości, jednak stosunkowo kosztowne ramy, w jakie była oprawna, oraz honorowe miejsce, na jakim ją zawieszono, wskazywały, że była tu ona w wielkim poszanowaniu, że sobie ją ceniono bardzo.

To go zaciekawiło.