— Grzech całować? Jeżeli się kogo kocha, jak ja ciebie, to go się całuje.

— Ale po ślubie.

Przypomnienie ślubu oblało go jak zimną wodą. Obudziło się w nim podejrzenie, że może całe postępowanie Olimpki obliczone było na to, aby go złapać na męża. Nie posądzał, żeby ona sama z siebie to robiła. Ale mogła być narzędziem w ręku Natalii i odgrywała rolę, jaką jej kazano.

Przypomniał sobie, że Natalia raz, widząc jego nadskakiwania Olimpce, pogroziła mu palcem i rzekła na boku:

— No, no, nie bałamuć mi dziewczyny. Ożenić się z nią pewnie nie zechcesz, a na miłostki ja nie pozwolę.

Słowa te wyglądały bardzo na śledztwo, na wybadanie jego intencji. To ostudziło bardzo jego zapały. Przeląkł się, iż rzeczy dalej zaszły, niż sobie życzył, i postanowił wycofać się, a najskuteczniejszym środkiem było przestać bywać u Natalii.

Kosztowało go to z początku dużo. Tak przywykł do bywania tam, do poufnej pogawędki, że obejsć się bez tego nie mógł i siłą musiał powstrzymywać się, aby tam nie pójść. Dla radykalniejszego wyleczenia się z tej, jak ją potem nazywał, słabości, wyjechał na czas jakiś za granicę, rzucił się w wir zabaw, szalał, ucztował, grał, pił i słabość przeszła, tak że gdy wrócił, był już zupełnie wyleczony.

Do kuracji przyczyniła się niemało nieobecność Natalii, która przez ten czas wyjechała była gdzieś na prowincję do wędrownej trupy. W parę lat wyszumiała mu zupełnie z głowy owa chwilowa skłonność, nowe wrażenia zatarły ją w pamięci.

Trzebaż zdarzenia, że teraz, po latach dziesięciu, schodzi się znowu z tymi kobietami, w zupełnie odmiennych warunkach. Dawne wspomnienia i uczucia ożyły w nim na widok tej fotografii, którą one z taką czcią przechowywały. A więc nie zapomniała o nim, gdy on nie myślał nawet o niej.

Z dalszej rozmowy ze staruszką dowiedział się, że Olimpka jest jeszcze panną, bo nie chciała wyjść za mąż, choć jej się wcale niezłe partie trafiały — raz jakiś urzędnik z kolei, drugi raz profesor i inni.