Raz, gdy weszła do niego później niż zwykle, bo ją dłużej zatrzymały w kuchni zajęcia gospodarskie, pochwycił ją ucieszony tak gwałtownie za rękę, że filiżanka z rosołem zatrzęsła się i płyn polał się na kołdrę.

Skarciła go, jak dziecko, surowym spojrzeniem za to i chciała odejść, ale on nie puszczając jej ręki, podniósł ją do ust i zaczął całować.

— Panie Walenty, co pan robisz? Zastanów się! — zawołała zgorszona jego znalezieniem się37, usiłując wyrwać rękę z rozpalonych jego dłoni, a rumieniec oburzenia zafarbował jej blade oblicze.

Hulatyński nie był w tej chwili panem siebie i zrywając gwałtownym ruchem medalion, który miał na piersiach, podał jej, mówiąc:

— Olimpio! Czy poznajesz ten medalion?

Głos, jakim te słowa powiedział, zdziwił ją. Otworzyła szeroko oczy, spojrzała na niego, na medalion, otwarła go szybko, drzącymi rękoma, a ujrzawszy w nim zeschłe listki koniczyny wydała dziwny okrzyk, zachwiała się, zbladła i zemdlona osunęła się w jego objęcia.

IX

Kiedy przyszedłszy do sił i zdrowia, miał wyjechać pierwszy raz Hulatyński na miasto, zjawił się w jego mieszkaniu Franciszek z wesołą miną i pomyślnymi nowinami.

— Ha! Dobra nasza — rzekł — Rąbigoszewskiego wsadzili do ula.

— Jak to? — spytał Hulatyński, nie rozumiejąc tego wyrażenia.