— Siedzi już w kryminale — zawołał ucieszony Franciszek z miną tryumfującą — i nieprędko się wydobędzie, bo sędzia, przed którym stawałem na świadka, mówił, że się od pięciu lat nie wykręci.
— I o cóż? — spytał Hulatyński.
— Dużo się tego nazbierało, a zaczęło się bardzo niewinną skargą jego służącego o zasługi, których mu nie płacił przez lat parę. Major, aby się uwolnić od zapłaty, oskarżył służącego o kradzież, co go tak podrażniło, że zaczął przed sądem śpiewać różne nieczyste sprawki swego pana, postawił mu do oczu świadków i na mocy zeznań zaprzysiężonych, przycapnięto majorka. Jak zaczęło się dochodzenie, wtedy dopiero powykrywały się różne paskudne historie: fałszowane weksle, jakaś jejmość wystąpiła ze skargą o zmianę brylantów, które mu powierzyła do zastawu, na fałszywe, co się dopiero przy wykupie pokazało. Ja także dorzuciłem przed sądem, com wiedział o tym ptaszku i nieźle mu się tym przysłużyłem. Już on nieprędko będzie oglądał świat boży. To mu się już dawno należało. Dobrzeście mówili, że Korbut musiał z nim być w spółce, bo od czasu, gdy majora zamknęli, znikł jak kamfora. Coś mi się zdaje, że on gdzieś w Wiedniu się ukrył, bo żona jego wczoraj tam wyjechała.
— Więc wyjechała! — spytał żywo Hulatyński. — A twój pan?
— Mój pan żeni się. Za miesiąc ślub.
Hulatyński odetchnął, jakby mu ciężki kamień spadł z serca.
— Chwała Bogu — rzekł — bo byłem niespokojny o niego, żeby się z tą nie zaawanturował.
— Musiał on nie bardzo gorąco brać tę miłość, nie tak jak mój dawny pan, który po uszy zabrnął i dorżnął znajomością z nimi. Ten choć młodszy, ale rozumniejszy. Traktował sobie to po prostu, jak zabawkę. Niewiele sobie z tego robił, że pojechała. Jest w wyśmienitym humorze, a dziś wybiera się gdzieś na wieś na polowanie. Właśnie przyszedłem zamówić was. Weźcie z sobą obroku na parę dni. Za godzinę jazda. Więc szykujcie się do drogi.
Hulatyński zabrał się od razu do roboty i w godzinę stał już gotów przed mieszkaniem Anatola, który go niecierpliwie oczekiwał.
Niebawem wyjechali za miasto. Hulatyńskiego to uderzyło, że za rogatką pan Anatol zmienił plan podróży i kazał mu jechać nie do tej wioski, której nazwisko wymienił przy Franciszku, ale zupełnie w inną stronę, do miasteczka, gdzie w pobliżu znajdowała się stacja kolei żelaznej. To mu się wydawało dziwne. Dlaczego Anatol, mogąc za godzinę dostać się do miejsca koleją, obrał jazdę końmi? Gdyby nie to, że wiedział od Franciszka, iż Julia wyjechała wczoraj do Wiednia, byłby przysiągł, że to jej sprawka, że ten tajemniczy zagadkowy wyjazd ma z nią pewną styczność. Teraz stracił wszelką poszlakę i gubił się w domysłach.