— Dziękuję panu — rzekł Anatol, wyciągając rękę do Hulatyńskiego, który mu z ochotą podał swoją.
Uścisnęli się serdecznie.
— A teraz wracajmy do miasta — powiedział Hulatyński. — Pańska narzeczona mogłaby się niepokoić tak nagłym wyjazdem pańskim.
— Pan ją znasz?
— Widziałem ją parę razy. Anielskiej to dobroci panienka.
— Masz pan słuszność; jam jej niewart.
— Jesteś pan młody. Jeszcze masz czas zasłużyć sobie na to szczęście, jakie cię spotyka.
— Tak mi Panie Boże dopomóż!
— A teraz jedźmy.
Anatol chciał koniecznie siąść na kozioł obok swego wybawcy, ale ten żadną miarą nie zgodził się na to.