— Wy dawno z Krakowa?
— Co ino.
— I cóż Kuba zdrowy? — spytał, zbliżając się do Tereski. — Pytał się o brata, którego odwiedzali w lazarecie.
— Oj, nie wygrzebie się z téj biedy.
— Pozdrowiliście go odemnie?
— A coby nie?
Rozmowa się urwała. Góral usiadł pod oknem, milczał chwilę, potem spytał starego:
— Wy nie idziecie do bani?
— Bo ja wiem? — odparł, skrobiąc się po głowie Bartek i namyślał się.
— Chodźcie, chodźcie, zarobicie parę papierków to dla nas biednych niemała rzecz.