Opowiedział mi potym135 Satumo, iakim sposobem sąd postępuie sobie w Sielanie, gdy winowayca przyznać się nie chce do zbrodni. Poznałem, iż w tak wielkiey rzeczy, iak iest życie człowieka, nigdy nadto ostróżności użyć nie można. Obwiniony, siedząc w więzieniu, tym się tylko różni od inszych, iż utraca wolność. Czeka końca kary albo uwolnienia, póki zwierzchność dowiaduiąca się o całym życiu iego nie weźmie iakiey poszlaki o zbrodni albo o niewinności. A gdym mu przełożył, iż wiele złoczyńców tym sposobem uyść może kary: „Lepiey iest — rzecze — aby tysiąc winowaycow było nieukaranych, niż gdyby ieden miał być niewinnie skazany na śmierć. Czas, zgryzota sumienia, uwagi odpowiedaiących, roztropność sędziego nakłaniaią pospolicie winowaycow naszych, iż albo dobrowolnie wyznaią występek, albo zapytywani często, zdradzaią samych siebie przez nieiednostayność wyznania”.
„O! szczęśliwy narodzie — zawołałem — w którym niewinność znayduie dla siebie bezpieczeństwo od mściwey potwarzy. Ileż! niewinnych ofiar pomowionych o czary i inne występki poległo na stosach136? Ile, unikaiąc ciężkich mąk tortur, palenia boków świecami albo rozpalonym żelazem, przyznało się do zbrodni, przenosząc śmierć nad niepewność życia po długich i ciężkich mękach?”. Zdziwił się Satumo, słysząc ode mnie o exekucyi Galigai, znaney pod imieniem Marechale d’Ancre. O śmierci Joanny Darcyi, znaney pod imieniem Dziewczyny Aureliońskiey. O spaleniu w Paryżu szlachcica oskarżonego o czary za to, iż miał konia, który umiał tańcować. O śmierci niewinnego Jana Kalassa... A gdym mu powiedział, iż prawo nasze zniesło137 karę śmierci na oskarżonych o czary, tudzież wszelki rodzay tortur, wielbił tę ludzkość, która była pierwszym powodem do tak chwalebney ustawy138.
Rozdział XIV
Sielanie maią dzień ieden w roku, który obchodzą z wielkiemi okrzykami i wspaniałością. Każdy obywatel bierze na siebie szatę białą i wszystek lud schodzi się na iedno mieysce. Przypuszczony od Satuma do uczestnictwa tey powszechney radości, zdziwiłem się, widząc na niektórych coś podobnego do wstąg naszych, z tą tylko różnicą, iż na każdey inne były znaki wyrażone. Spytałem się z ciekawością, co by to znaczyło? „Znaki, które widzisz na wstęgach — rzekł do mnie Satumo — są nadgrodą spraw dobrych. Ten, na którego wstędze iest wyobrażenie człowieka płomieniem otoczonego, nosi na sobie pamiątkę, iż z niebezpieczeństwem życia własnego, rzucaiąc się w ogień, wyrwał z pożaru obywatela i ocalił mu życie. Ten, co ma na sobie znak łodzi, ratował tonącego. Tamten, który nosi znak snopka, pomnożył pracą i dowcipem139 rolnictwo. Ow, maiący na wstędze znak broni, pierwszy się porwał do oręża, broniąc oyczyznę od nieprzyiaciela. Ten biorąc w dom swóy chorych, a usługą i wygodami dopomogłszy im do życia, nosi znak serca, dowód wdzięczności, którą mu winniśmy. Ow zdrożnie żyiącego naprowadził na drogę cnoty i zachował kray od zbrodni, na którą by się był puścił, idąc za skłonnościami swemi, nosi za to znak wieńca, iak gdyby ocalił oyczyznę.
A gdy mi pokazywał inne znaki na wstęgach i wykładał zasługi tych obywatelow, którzy ie nosili, powiedziałem mu, iż i my, Ziemianie, chociaż wprawdzie nie za takie sprawy, mamy iednak podobne nadgrody. Ale usłyszawszy ode mnie: co dało początek Złotemu Runowi, Podwiązce... i za co tę nadgrodę odbieraią niektórzy: „Sprawiedliwie — rzekł, rozśmiawszy się — za takie zasługi macie tak śmieszną nadgrodę”.
„Jakież zawdzięczenie — spytał się daley — ten od was odnosi, który ocala życie drugiemu? który zabiegnie nieszczęściu? który cnotliwym potomstwem powiększy liczbę obywatelów? który przykładem swoim prowadzi innych do pełnienia ustaw boskich i ludzkich? który żywi niemogących pracować i znayduie dla nich pracę przyzwoitą ich siłom?”... Stanąłem, nie wiedząc, co na to powiedzieć i tak zmieszany byłem tym zagadnieniem, żem zapomniał nawet o Rataiewskim, którego nadgroda zdobi dzieie wieku naszego140.
„Widzę — rzekł daley Satumo — iż zamiar praw waszych iest ten, aby tylko ukarać występek, a nie zabiegać zawczasu złemu. Karzecie winowayców, a nie macie nadgrody dla cnotliwych ludzi, zostawuiąc ich w zapomnieniu. Możecież się szczycić, iż kochacie cnotę? Płeć wstydliwie żyiąca znosi u was niedostatek, głód, zapomnienie, walkę z skłonnościami swemi, skutek cnoty, którą poważa; iak tylko ią rzuca, znayduie sposób do życia i widzi los swóy pomyślnieyszy w rozpuście141”.
Przykro mi było słuchać tey mowy Satuma; abym mu więc dał poznać, iż dobre sprawy nie są i u nas bez przyzwoitey nadgrody, opowiedziałem mu początek szlachectwa naszego, zamiar tey ustawy, przywileie, swobody i uwiecznienie pamiątki tych, którzy się wsławili znakomitemi czynami.
Przyznał, iż wielbić cnotę przódków iest ustawą chwalebną, ale w tym nie dał się przekonać, aby uszanowanie, które czyniemy synowi, dlatego że miał oyca cnotliwego człowieka, było zachęceniem do cnoty. Szczycić się z cudzey sławy poczytał za próżność i za rzecz równie godną śmiechu, iak gdyby posąg ożywiony szczycił się z umieiętności tey ręki, która go zrobiła. „Chwała — mówił — iest iak cień142, która chodzi za ciałem maiącym z przeciwney strony iasność nieśmiertelnych czynów. Z odmianą ciała cień oraz staie się odmienną. To, co u was chlubą, iest dla nas wielkim ciężarem. Potomek biorąc na siebie imię przodków swoich, bierze oraz powinność, aby czynów ich nie skaził i własnemi zasługami starał się im wyrównać”.
Te uwagi starca poczytałem nayprzód za skutek nieumieiętności, ale mimo prostoty, która się wydawała w obyczaiach i sposobie myślenia tego narodu, zdziwiłem się, widząc nauki znacznie rozkrzewione.