I na ustach i na palcach krew pachnie, jak wino,

Zaciążyła chmura czarna czyjąś wielką winą...

Wykrzywiła się ze śmiechu gospodarska gęba, —

Dzisiaj Polsce trzeba krzepy, siły Wyrwidęba!

Niech wybuchną smolne żagwie, co tlą się ponuro,

Niech Wyrwidąb do roboty skoczy z Waligórą!

Basta, basta! gospodarzu, sakramenckie basta!

Zatętnimy czwórką koni po trakcie do miasta,

Do stodoły, do warsztatu, za mostowe przęsła, —

Tam, gdzie siła nas rzuciła i krajem zatrzęsła!