Gwiazd gwoździami pokłute, krwią broczą niebiosa,

Dzień w samo słońce ranny stacza się i spada,

Zamroczona wygląda księżyca twarz blada,

Jak popiół drzew spalonych pod ognistą kulą...

Do zmierzchów zapomnienia godziny się tulą...

Zatrzaśnięto drzwi w górze. Już bitwa skończona.

Pokonany przemocą ogromny dzień kona,

Garściami gwiazdy sieje na zemstę swej klęsce,

Szczęśliwą groźbą jutra raduje zwycięzcę,

Który, wzmocniony walką, niepokorne czoło