Cichnął ciepłym wieczorem, szeptał nocą senną,

Wiośnianym rankiem dymił wiatru falą pienną...

Już zmielony żarnami mlecz ukryty w ziarnie

Wozy białe kolejno zwożą przed piekarnię,

Tam ciasto się zakwasi, narośnie i streści,

Ubite pracą, która żywy kształt wypieści,

I w rozmachu rąk serce obudzi człowiecze,

Choć nie wie jeszcze, jaki chleb z mąki wypiecze...

Długie, długie czekanie od siejby do zwózki!

Głucha troska, lęk tajny przed powiewem pustki,