Na dżdżu kroplę w zwyczajnym suchym dniu powszednim.

Przychodzą w końcu żniwa, dojrzałe jak lipiec,

Sam ziarna musisz przemleć i sam w ogniu wypiec,

Żeby wiersz pachniał chlebem i słońca odbiciem,

Sycąc słowem, jak ziarnem, i ziemią, jak życiem!

O budowaniu domu

Gdy szpadle w piach uderzą, w twarde zwarte grudy,

Śpiewaj, muzo, dom nowy! Śpiewaj przyszłe trudy!

Z głębi ziemi garbatej, z pod smugi ziarnistej

Wyrośnie drzewo ludzkie, pion pięter strzelisty.