Mieliśmy wszyscy zginąć i znów się odrodzić.

O czem dziś mamy dumać tu, na miejskim bruku,

Mając piersi pęknięte, uszy pełne stuku,

Oczy pełne milczenia, myśli pełne nudy?...

Razem z Tobą uciekać w krainę ułudy!

Tam obmyć chore serca i zwilżyć powieki.

Sił nabrać i oddechu, by starczył przez wieki,

Potem wrócić już z wiarą i z czystemi zmysły,

W pracy wielkiej podobni szarym falom Wisły. —

Jak mocny zapach róży, która ustom płonie,