Stąpał po wodzie kłębiącej się wrzątkiem.

Twarz moja ślady straciła rumieńca,

Gwiazdy pogasły, jak przed dnia początkiem.

I naglem słowa usłyszał szepnięte:

«Porzuć te sieci, niech dłoń się nie trudzi,

Próżne to sprawy, któremiś zajęty,

Dzisiaj nie ryby masz łowić, lecz ludzi».

Milcząc, bezradnie wzruszyłem ramieniem,

I rzekłem, swemu nie wierząc głosowi:

O, Panie, usta palący płomieniem,