Już westchnienia są obce i łzy wszystkie cudze.

Pierś tłumi łoskot serca, ból usta zaciska,

W otchłanie oddalenia spada ziemia bliska,

I tylko oczy, błędną skierowane władzą,

Spojrzą nagle — i sekret spojrzeniem wydadzą.

I znowu nagim wargom, głodnym od milczenia,

Pragnę słowa zarzucić, jak płaszcze z płomienia!

O! serce już omdlewa i duszę zachwyca,

Czy przyjdziesz, jako złodziej, czy jak błyskawica,

Czy podasz usta wdzięczne, czyli w dzień spotkania