Poezjo, niespodziana, jak wybuch wulkanów!

Szukałem cię w niebiosach zimnych i otchłannych,

Na miesiącach wieczornych po gwiazdach zarannych,

W szumie drzewnym na wietrze, w modrowodej toni,

W skupisku czarnomiejskiem, w okrutnej symfonji

Skrzypiących wozów wojny po miedzy bezkresnej

I w zadumie milczącej i w ciszy bolesnej...

Byłaś w czerwcu w soczystej migotliwej trawie,

W morzu niebnem witałaś krzyczące żórawie,

Dzwoniącą słonecznicę jarem bezobłocznym