I w zadumie milczącej i w ciszy bolesnej...

Byłaś w czerwcu w soczystej migotliwej trawie,

W morzu niebnem witałaś krzyczące żórawie,

Dzwoniącą słonecznicę jarem bezobłocznym

Pędziłaś nad jeziora srebliwem urocznem,

Górnym deszczem po skalnej dźwięczało przełęczy,

Zaręczonej z barwami dwuobręczą tęczy,

Wiewem-śpiewem, zapachem przez ziemię szczęśliwą

Wyciśnięte ustami spijałaś wiośniwo,

Żeby czarem pijaństwa w kielichy dni przelać