Ciemne wino, tłoczone przez rozumną czeladź!

Gdy lasy dni szumiące w pniach drżenie przenikło,

Weszłaś w dom pracą żmudną, znojem, sprawą zwykłą,

Krzątaniem, siejbą, żniwem i gradem i młócką,

I zdobyczą i klęską i znów nędzą ludzką,

Litosnem pocieszeniem, darem miłosiernym,

Najdrobniejszą radością pod niebem bezmiernem!

Patrzałaś na porytą w glebie rowów matnię,

Na złamane przy drodze kolisko armatnie,

Na gruzy miast, na wioski spalone pożogą