I na usta nieżywe, uśmiechnięte błogo

Do ciebie, ach, — do ciebie, — więcej do nikogo...

Widziałaś, jasnowidna, doczesne a wieczne

Przeorania gromadne i wiosny społeczne,

Bujne pędy, zbroczone liściem krwawem, rdzawem,

Jak wrzos września, jak zwiędłe sitowie nad stawem,

Gdy w górze syczał ogień, gdy spadał z pośpiechem,

Gdy huknął pod bugajem echem i wyśmiechem,

Kiedy trzasnął drzazgami w krążeniu zawrotnem,

Przyszło tobie umierać na polu samotnem...