Stołki w drzazgi porąbała srebrna karabela.

Zamiatali piórem izbę, spraszali uprzejmie,

Szumiał wiatr pijany w czubach, jak w szlacheckim sejmie...

Aż tu naraz świsnął piorun, jakby trzasnął z bicza,

W karczmie gościom zrzedły miny, pobladły oblicza,

Ani zwid ich we drzwiach straszy, ani ćmi się zmora, —

— Czołem! czołem! poznajemy, — imć pan Wernyhora!

A witajże, mości panie, witaj nam, serdeczny,

Odrzuć topór małolepszy, katowski, dwusieczny,

W ręce twoje, mociumpanie! rdza nam troskę zżarła,