I w mojej także płoną cierpień żary!

A gdy noc wróci — me serce się mroczy,

Wraca na ziemię i znów się użala,

Na ciszę nieba i nieczułość Klary.

Kamilla znalazła sonet niezłym, a Anzelm cudownym.

— Twoja dama — rzecze — musi być niesprawiedliwie okrutna, znajdując rozkosz w rozpaczy nieszczęśliwego kochanka, który jej daje tyle dowodów miłości?

— Czyż wszyscy kochankowie mówią prawdę w wierszach? — wtrąciła Kamilla.

— Jako poeci nie — odpowie Lotariusz — ale jako zakochani, mniej wyrażają niż czują.

— Ach! to aż nadto prawda — rzecze Anzelm, wspierając zdanie przyjaciela, jakby dla przeświadczenia Kamilli o jego znaczeniu.

Powiedzieć by można, że ten biedny mąż nie zaniedbywał niczego do swojej zguby. Kamilla niedobrze rozumiejąc męża, z przyjemnością słuchała rozmowy dwóch przyjaciół, bo kochała zapamiętale Lotariusza i nie wątpiła, że sonet był dla niej napisany, zapytała go więc, czy nie ma w pamięci innych wierszy?