Nigdy dzielniejsi tutaj nie walczyli.

Rozdział XIII

Dalszy ciąg przygód niewolnika.

Sonety podobały się powszechnie, a niewolnik tak ciągnął swoje opowiadanie:

— Turcy, stawszy się panami miejsc warownych, postanowili je zagładzić. Założyli miny z trzech stron. Nowe mury zniszczono niebawem, stare oparły się wszelkim usiłowaniom. Co do twierdzy, ta była w stanie niewymagającym umyślnego zniszczenia. Potem cała armia wróciła w triumfie do Konstantynopola, gdzie Uchy-Alej niezadługo umarł.

Powszechnie nazywano go Fartax, co znaczy po turecku świerzbowaty, Turcy bowiem mają zwyczaj darzyć przydomkami od cnót lub wad bohatera, co stąd pochodzi, że ledwie cztery otomańskie familie mają pierwiastkowe nazwisko rodowe, inne zaś dowolnie je sobie tworzą w powyższy sposób. Uchy-Alej był niewolnikiem na galerach wielkiego sułtana przez czternaście lat. W wojnach tak się odznaczył męstwem, że nie przechodząc urzędów niższych, których faworyci sułtana nawet pominąć nie mogą, został dejem Algieru i wielkim admirałem na morzu, trzecim dygnitarzem w wielkiej hierarchii państwa otomańskiego. Był Kalabryjczykiem z rodu, a mimo że się sturczył, był dosyć ludzki dla niewolników, których miał trzy tysiące. Tę liczbę testamentem podzielił między wielkiego sułtana i dwóch renegatów, których miał przy sobie. Ja dostałem się w podziale renegatowi Azan-Aga, najokrutniejszemu z ludzi, którego Uchy-Alej wziął majtkiem w niewolę i potem polubił.

Ten Azan-Aga zbogacił się niezmiernie i został także dejem Algieru, gdzie razem z innymi niewolnikami popłynąłem. Doznawałem pewnej pociechy, będąc bliżej ojczyzny i mając nadzieję pewniejszej ucieczki. Nie traciłem nadziei i miałem mnóstwo pomysłów wyswobodzenia się. Przepędzałem czas w więzieniu, które Turcy nazywają łaźnią. Tam siedzieli niewolnicy chrześcijańscy, tak do króla, jak i do panów należący, i inny rodzaj tak zwanych Niewolników Rady, których używano do ciężkich prac publicznych. Tym ostatnim najtrudniej było wykupić się, bo nie mając swoich panów, nie mieli z kim traktować o okup. Niektórzy mieścili swoich niewolników w łaźniach, gdy ci się wykupili, a pieniądze za okup jeszcze nie nadeszły. Niewolnicy królewscy i umawiający się o okup, nie byli używani do pracy, wyjąwszy, gdy pieniądze długo nie nadchodziły; wtedy wysyłano ich na pracę do lasu, podwajano srogość, aby ich zmusić do pisania o spieszne wyzwolenie.

Ja znajdowałem się między umawiającymi się o okup; nie mogłem udawać ubogiego, ponieważ wiedziano, iż byłem oficerem. Byłem dobrze uważany przez dozorców i nosiłem lekkie kajdany, raczej na znak, żem się targował o wolność, niż na umartwienie.

Przebywałem w tych łaźniach z niewolnikami nie więcej strzeżonymi ode mnie; obok głodu i innych niewygód, najbardziej nas martwiły dzikie okrucieństwa Azan-Agi, spełniane na niewolnikach chrześcijańskich. Nie było dnia, ażeby którego nie powieszono lub na pal nie wbito, a co najmniej uszów nie pozbawiano za przewinienia tak nieznaczące, że sami Turcy przyznawali, iż ich dej lubił się krwawo zabawiać.

Jeden tylko żołnierz hiszpański, nazwiskiem Saavedra, miał sposób ułagodzenia deja okrutnego charakteru i pomimo, że nieraz próbował ucieczki śmiałej i głośnej pomiędzy Turkami, nigdy nie był bity, ani doznał najmniejszej kary. Byliśmy o niego w ciągłej obawie, on sam ją podzielał. Gdybym nie obawiał się was znudzić, opowiedziałbym kilka zręcznych i śmiałych sprawek Saavedry; ale czas wrócić do własnych przygód.