— Niech mnie powieszą, jeśli nie jesteśmy już blisko miejsca, o którym wspominacie. Już mam brodę na wpół osmaloną. Ej! panie! chyba odkryję oczy, zobaczymy przynajmniej, gdzie jesteśmy.
— Niech cię Bóg strzeże! — odpowie Don Kichot — nie pamiętasz więc historii uwolnionego Torralwy, którego diabli unieśli w powietrze na koniu z zawiązanymi oczyma. W ciągu dwunastu godzin był w Rzymie i widział śmierć Konnetabla Bourbona, a nazajutrz o świcie już wrócił do Madrytu. Mówił więc, że w powietrzu diabeł kazał mu otworzyć oczy i zobaczył tak blisko siebie księżyc, że mógł dotknąć go ręką, lecz bał się spojrzeć na dół, lękając się zawrotu głowy. Tak więc, mój przyjacielu, widzisz sam, że ciekawość byłaby niebezpieczna. Ciesz się raczej, że jesteśmy już może nad królestwem Kandii, gdzie spadniemy jak piorun. Niech ci się nie zdaje, że jesteśmy dopiero pół godziny na koniu. Sądzę, Sancho, że dużo już przejechaliśmy?
— Ja nic nie sądzę — odpowie Sancho — ale to wiem, że jeśli pani Magellona na tym psim miejscu siadała, musiała mieć ciało twarde za katy!
Książę i cała kompania, nie tracąc ani jednego słowa z tej rozmowy, do rozpuku śmieli się po cichu i chcąc dokończyć tak szczęśliwie zaczętej farsy, kazali podłożyć ogień pod ogon koniowi. Nasz Chevilard, który miał pełen żołądek petard i rac, podniósł się z łoskotem w powietrze i upadł z Don Kichotem i Sanchą na ziemię. W tym samym czasie Doloryda i cała jej brodata świta wyszła z ogrodu, wszyscy zaś inni wpół martwi leżeli na ziemi.
Don Kichot i Sancho, odurzeni upadkiem, powstali nareszcie i rozpatrując się na wszystkie strony, z niezmiernym podziwieniem poznali, iż są na tym samym miejscu. Tym więcej zdumieli się na widok rozciągniętych na ziemi nieruchomych ludzi, gdy nagle spostrzegli włócznię wetkniętą w ziemię, na której zawieszony na sznurach z zielonego jedwabiu pergamin taki na sobie ze złotych liter miał wyryty napis:
„Znakomity i waleczny rycerz Don Kichot z Manchy skończył szczęśliwie sprawę hrabiny Trifaldi, inaczej Donny Dolorydy, jedynie przez pełne determinacji przedsięwzięcie. Malambrun jest zadowolony. Damom brody odpadły; król Clavio i królowa Antonomasja powrócili do pierwotnych postaci, a skoro tylko giermek wypełni pokutę, na trzy tysiące sześćset plag oznaczoną, biała gołąbka uwolnioną zostanie od prześladujących ją jastrzębi i odpocznie w ramionach swego rycerza.
Tak rozkazał mędrzec Merlin, protomagik wszystkich magików”.
Don Kichot, przeczytawszy te słowa, pojął, że znaczyły odczarowanie Dulcynei. Złożywszy dzięki niebu za szczęśliwe zakończenie awantury, poszedł w stronę, gdzie książę i księżna jakby omdleni leżeli. Rycerz wziął za rękę księcia i wstrząsając nią, zawołał:
— Odważnie, dostojny panie! wszystko zakończone pomyślnie, nie ma już niebezpieczeństwa.
Książę, jakby pogrążony we śnie głębokim, zaczął z wolna przychodzić do zmysłów, księżna i inne osoby naśladowały jego przykład, udając jak najzupełniejsze zadziwienie. Książę, przecierając oczy, przeczytał napis na włóczni zawieszony i rzucił się w objęcia Don Kichota, zowiąc go najlepszym i najsławniejszym wszystkich wieków rycerzem. Sancho szukał Dolorydy dokoła, chcąc zobaczyć, jak wygląda bez brody, lecz powiedziano mu, że jak tylko Chevillard spadł z powietrza, otoczony płomieniem, hrabina i towarzyszące jej damy, utraciwszy brody, zniknęły natychmiast. Księżna zapytała Sanchy, jakby się miewał po tak długiej podróży.