Moc nieznana mą duszę z ciałem spaja dzielnie,

Dręczony podejrzeniem, muszę żyć na świecie,

Z dala od niej, wzgardzony, zazdrosny śmiertelnie.

Nigdy promyk nadziei wśród cierpień tysiąca

Jak najlżejszą pociechą nie wsparł biednej duszy

Nawet mój umysł sam już tę ulgę odtrąca,

Przystaje na istnienie wśród łez i katuszy!

Jakimż losem by spoić nadzieję z obawą,

Gdy ich przedmiot i twardy, i zimny jak skała?

Ach! gdy w nas podejrzenie zazdrość zbudzi krwawą,