Nie lepiejż by śmierć pasmo udręczeń przerwała?

Wreszcie, któż by nadzieją łudził się daremną,

Będąc celem szyderstwa, nieczułości, wzgardy,

Mając w fałszu stałości nagrodę nikczemną,

Nie mogąc łzami wzruszyć duszy jak stal twardej?

O! najtkliwszej miłości ciemięzco nieczuły,

Ty, co się zwiesz zazdrością, uzbrój moje ramię,

Przetnę męki, co nędzne życie mi zatruły,

Niech uwierzy niewdzięczna, że cierpień nie kłamię!

Więc umrę! choć nieszczęścia nie skończą się w grobie,